Dedykacja Horrorka
Dla niepowtarzalnej wariatki, która zawsze dodaje mi wiary w siebie, wspiera przy pisaniu, a na dodatek daje niezwykłe wspomnienia z rolko-spacerków. Dziękuję, Aniu.

Powrót

Rozdział II

Niedziela, 31.Stycznia.2010, 11:30
Obudziłam się, gdy zegarek wskazywał ósmą rano. Czułam się zdecydowanie lepiej niż poprzedniego wieczora, miałam większą ilość sił, jednak już po dziesięciu minutach znalazłam tego negatywną stronę – nie miałam co ze sobą zrobić, bo nie było tu, jak to w szpitalu, żadnego konkretnego zajęcia. Mogłam jedynie leżeć w łóżku i przyglądać się sobie i ścianom wokoło. Skorzystałam z tego i przyjrzałam się dokładnie sobie – lewą nogę miałam zabandażowaną w kostce, bandaże znajdowały się także na obu moich dłoniach, lewą rękę miałam w szynie. Oprócz tego wszędzie na moim ciele były płytkie rany po nożu.
W pewnym momencie do mojej sali wszedł lekarz, którego wcześniej nie widziałam. Na plakietce, przyczepionej do kitla przeczytałam, że nazywał się Krzysztof Lisiecki.
- No Magda, jak się czujesz?- spytał, patrząc w jakieś kartki, przyczepione do podkładki.
- Dobrze…- odpowiedziałam, patrząc na niego- Może tylko dłonie mnie trochę bolą, gdy nimi poruszam…
- Tak, dłonie mają prawo cię boleć, były w strasznym stanie, całe pocięte… Nie chcę cię straszyć, ale z większości twoich ran zostaną ci blizny… Niektóre z czasem zbledną, ale inne nie…
Pokiwałam głową na znak, że rozumiem. Nie podobało mi się to, co powiedział, ale nic nie mogłam na to poradzić. I tak od urodzenia miałam nieciekawy ślad na twarzy, więc parę innych, co to zmieni? W końcu te nowe były w takich miejscach, które spokojnie mogłam ukryć pod ubraniem – bluzką z długim rękawem czy długimi spodniami. Ale o koszulkach na ramiączkach mogłam już raczej zapomnieć.
Spytałam go o moją rodzinę, co z nimi. Byłam bardzo ciekawa, bo od kiedy tu byłam ani razu nie usłyszałam o niej słowa. Przecież skoro ja byłam ranna, oni też mogli. Albo nawet mogło stać im się coś gorszego. Lekarz odpowiedział mi tylko, że moja siostra leży gdzieś na sali obok, nic jej nie jest, tylko jest w szoku. O mamie nic nie wiedział. Pozwolił mi jednak pójść i zobaczyć się z Kasią, co też uczyniłam tuż po śniadaniu.
Stając w drzwiach zobaczyłam Kasię, która siedziała skulona pod kołdrą i wpatrywała się w okno. Ruchy jej ciała wskazywały na to, że płakała. Podeszłam bliżej i zobaczyłam, że oczy ma całe czerwone i podpuchnięte. Usiadłam obok niej i przytuliłam ją.
- Magda…- szepnęła tylko i wtuliła się we mnie.
- Co się dzieje?- spytałam, patrząc na nią.
- Nic nie wiesz?- spojrzała na mnie zdziwiona zapłakanymi oczyma, gdy pokręciłam przecząco głową- Mama nie żyje…
W momencie, gdy to powiedziała z jej oczu znowu popłynęły łzy, natomiast ja na moment straciłam kontakt z rzeczywistością. Myśl, że nigdy w życiu już nie zobaczę matki uderzyła we mnie jak grom. Na początku nie mogłam w to uwierzyć, choć w moim gardle i tak pojawiła się ogromna gula, uniemożliwiająca mi wypowiedzenie choćby jednego słowa. Kasia jednak nigdy mnie nie okłamała, poza tym, nie miała powodu aby to robić. Łzy popłynęły z moich oczu strumieniem i po raz kolejny przytuliłam Kasię do siebie, kładąc głowę na jej ramieniu i chowając twarz w jej ubraniu.
Odciągnęła mnie od niej dopiero pielęgniarka, która przyszła, aby zabrać siostrę na ostatnie badania przed wypisaniem do domu. Udałam się do swojej sali i położyłam na łóżku. Miałam ochotę dalej płakać, zapomnieć o wszystkim innym, ale postanowiłam wziąć się w garść. Nie mogłam już niczego zmienić, a prędzej czy później musiałam pogodzić się z tą wiadomością. Wybrałam prędzej.
- O, Magda, cześć.- do środka wszedł ojciec, wyraźnie zdziwiony moją obecnością- Powiedzieli, że jesteś u siostry.
- Przed chwilą wróciłam…- powiedziałam, trochę urażona tonem. Miałam mu trochę za złe, że mi nic nie powiedział.- Wiem o mamie, mogłeś mi powiedzieć…
- Miałem zamiar zrobić to dzisiaj…- powiedział, podchodząc bliżej i kładąc na krześle wypchaną torbę, z którą przyszedł- Nie gniewaj się na mnie, ale powiedziałbym ci wczoraj, gdyby była okazja…- położył na kołdrze taką samą różę, jaką przyniósł wczorajszego dnia. Ta pierwsza spoczywała w wazonie na szafce.
- W porządku…- uśmiechnęłam się lekko i wskazałam mu drugie krzesło, stojące przy łóżku.
Usiadł na nim i spojrzał na mnie. W jego oczach malowało się współczucie, zauważyłam też, że niezbyt wie jak zareagować, co powiedzieć, aby mnie nie urazić.
- Obiecałeś, że dokończysz opowiadać…- odezwałam się pierwsza.
- Fakt… Na czym skończyłem? A, już wiem… Na tym, że Barczyk mi groził, jeśli będę robił problemy przy rozwodzie i jeśli pozwolę Renacie cię zabrać…
Jak się jednak okazało, to wszystko nie było takie łatwe… Mimo tego, że Renata wiedziała, że Barczyk cię nie chce, to i tak upierała się, żebyś mieszkała z nią. Ja oczywiście nie chciałem się na to zgodzić, co spowodowało kolejną wizytę Barczyka. Tym razem chciał, abym odpuścił Renacie i pozwolił cię zabrać. Podejrzewam, że twoja matka zagroziła mu, że jeśli nie zgodzi się, abyś z nimi mieszkała, to ona do niego nie odejdzie, dlatego zmienił zdanie. Byłaś mała, więc łatwo mogli cię przekonać, że to on jest twoim ojcem, a o mnie byś zapomniała. Barczyk oczywiście nie zgodził się robić za twojego ojca, ja nie chciałem pozwolić ani na jedno, ani na drugie. Zgłosiłem też groźby na policję, ale nie miałem na to żadnych dowodów, moje słowa nie wystarczały.
Kiedy sąd przyznał cię matce załamałem się, chociaż jak tylko mogłem przyjeżdżałem do ciebie, miałem takie samo prawo się tobą zajmować jak matka. Barczykowi się to oczywiście nie podobało. Pewnie wiedział, że jeśli choćby cię tknie, ja się o tym dowiem i mu tego nie daruję. Ale miał na to inny sposób… Pewnego wieczora gdy wracałem z pracy napadnięto mnie i ciężko pobito. Pamiętam, jak tych dwóch facetów mówiło, abym dał ci spokój, bo zabiją nie tylko mnie, ale także ciebie. Wiedziałem, że to mniej lub bardziej sprawka Barczyka, powiedziałem to więc policji. W szpitalu leżałem około tygodnia. Policja złapała tych dwóch gości, ale Barczykowi nie mogli nic udowodnić. Jego kumple go nie wsypali, a to było potrzebne, aby choćby go zamknąć w więzieniu, ponieważ nie brał w napadzie bezpośredniego udziału.
Zacząłem wtedy rozumieć, że to wszystko może źle skończyć się dla ciebie. Nie mogłem na to pozwolić, więc gdy tylko dostałem propozycję pracy w siedziby firmy w Warszawie, przyjąłem ją. Nie było mi łatwo, ale sądząc, że dzięki temu po prostu będzie ci lepiej, wyjechałem. Nigdy jednak o tobie nie zapomniałem, bardzo często zastanawiałem się jak twoje życie wygląda teraz… Mogłem tylko mieć nadzieję, że nic ci nie jest, że on traktuje cię lepiej…
- Nadzieja matką głupich, jak to mówią.- powiedziałam, mając na myśli fakt, że był głupi wyjeżdżając z myślą, że Barczyk się zmieni. Teraz oboje wiedzieliśmy, że to było po prostu głupie, ten człowiek nigdy by się nie zmienił. On tylko się uśmiechnął, zrozumiał przesłanie.
- Wczoraj mówiłaś coś o pytaniach, na które miałbym ci odpowiedzieć…
Z jego słowami do mojej głowy z powrotem napłynęła fala pytań. Nie wiedziałam, które zadać jako pierwsze, w końcu nie wiedziałam o nim prawie nic, a tak bardzo chciałam go poznać. Interesowało mnie tak wiele szczegółów z jego życia, rodzina, zainteresowania i wiele, wiele innych. Wybrałam, chyba najważniejsze.
- Co się teraz ze mną stanie, skoro mama nie żyje?- spytałam. Miałam nadzieję, że znam odpowiedź na to pytanie, bardzo chciałam aby tak było.
- Zamieszkasz ze mną. Na mnie teraz przechodzą wszystkie prawa i obowiązki związane z opieką nad tobą.
- Masz rodzinę?- zadałam kolejne pytanie, szczęśliwa z jego poprzedniej odpowiedzi. Tego byłam w tym momencie jeszcze bardziej ciekawa.
On chyba się tego spodziewał, bo roześmiał się tylko i sięgnął do kieszeni po portfel. Dał mi do ręki dwa zdjęcia – na jednym rozpoznałam siebie samą w wieku trzech lat u niego na rękach, na drugim zobaczyłam jego, obejmującego trochę młodszą od niego, blondynkę. Uśmiechy na ich twarzach sugerowały, że byli ze sobą naprawdę szczęśliwi.
- Twoja żona?- spytałam przenosząc wzrok na jego prawą rękę, jednak obrączki nie zauważyłam.
- Narzeczona, Ola.
- Wie o mnie?
- Pewnie, od dawna. Właściwie to ona namówiła mnie na powrót tutaj, aby cię odnaleźć… Ja chciałem to zrobić dopiero za dwa lata, gdy osiągniesz pełnoletniość. Nie może się doczekać, żeby cię poznać.
Uśmiechnęłam się i zadałam kolejne pytania. Rozmawialiśmy tak dobre kilka godzin, czułam jednak, że gdyby mogły, nasze rozmowy trwałyby w nieskończoność. Mieliśmy bardzo wiele wspólnych pasji, zainteresowań, poglądów. Michał, bo kazał mi mówić do siebie po imieniu, nie wymagając ode mnie sformułowania „tato”, był dziennikarzem sportowym w jakiejś średnio znanej gazecie, tymczasem Ola pracowała jako fryzjerka w niedawno otwartym przez nią i jej koleżankę salonie kosmetycznym. Planowali się pobrać pod koniec września, jeśli będzie jeszcze ciepło.
- No cóż, będę się zbierał…- powiedział w pewnym momencie, patrząc na zegarek i wstając z krzesła. Nie mogłam uwierzyć, że była już czwarta po południu – był u mnie prawie sześć godzin.
- Szkoda…- odparłam- Nawet nie wiesz, jak tutaj jest nudno…
- Wiem. Dlatego przyniosłem ci parę rzeczy…- podszedł do reklamówki i zaczął wyciągać po kolei przedmioty o których mówił- Przyniosłem ci dwie książki, romans i horror, bo nie wiedziałem co lubisz… Poza tym, udało mi się dostać twój szkicownik, tutaj masz nowe ołówki, gumkę do mazania… Ola dała ci swojego iPoda, chciałem wziąć swojego, ale raczej większe prawdopodobieństwo, że wolisz taką muzykę jak ona, w końcu faceci przeważnie gustują w innej muzyce… Aha, i mam nadzieję, że nadal lubisz zielone jabłka, przyniosłem ci kilka… Jak byłaś mała to je uwielbiałaś, wręcz nie chciałaś jeść innych…
- To mi się akurat nie zmieniło.- uśmiechnęłam się, zaskoczona patrząc na wszystkie rzeczy, które mi przyniósł.
- To świetnie… Podejrzewam, że większość i tak ci się nie przyda, bo jak rozmawiałem z lekarzem, to jeśli się nic nie zmieni, to jutro rano wypisują się do domu.
Ucieszyłam się. Nie znosiłam szpitala i nudy jaka tu panowała, więc perspektywa spędzenia tu już tylko kilkunastu godzin była naprawdę wspaniała, nawet biorąc pod uwagę fakt, że dzięki Michałowi miałam się już raczej nie nudzić.
Gdy poszedł, zajęłam się szkicowaniem. Ponieważ zapomniał zdjęć, które mi pokazywał zaczęłam szkicować jego i Olę, wzorując się na fotografii. Nie mogłam się doczekać wieczora, a przede wszystkim rana, które miało nadejść po nim.
W pewnym momencie zapatrzyłam się w szklane drzwi do sali, znajdujące się przede mną. Usłyszałam, że zerwał się wiatr, a po chwili w szybie odbiła się błyskawica, następnie dotarł do mnie huk. Nie zauważyłam nawet, kiedy zrobiło się ciemno, co było powodem ciemnych, burzowych chmur na dworze.
Nagle usłyszałam trzask i odwróciłam się w stronę okna. Serce biło mi jak oszalałe, ale okazało się, że okno tylko się zamknęło. Gdy jednak spojrzałam z powrotem na drzwi podskoczyłam ze strachu. Za drzwiami stała dziewczynka odwrócona do mnie bokiem, mogąca mieć najwyżej sześć lat. Miała długie, potargane czarne włosy, a spojrzenie jej czarnych oczu jakby chciało wywiercić we mnie dziurę. Nie było przyjemne, spowodowało, że dostałam gęsiej skórki. Gdy się odwróciła przodem, uczucie strachu jeszcze bardziej się spotęgowało. Na całej lewej stronie jej twarzy była krew, nadająca jej istnie potworny wygląd. Zauważyłam, że palcem jakby pisała coś na drzwiach.
Błysnęło znowu i dziewczynka zniknęła. Ulżyło mi, więc zmieniłam pozycję na leżącą, zamykając oczy. Wsłuchiwałam się w wiatr na dworze. Pojawił się kolejny błysk i otworzyłam oczy. Wrzasnęłam ze strachu. Ta sama dziewczynka stała nade mną, wyciągając w moją stronę zakrwawioną dłoń. Nie mogłam się ruszyć, strach mnie sparaliżował. Dłoń dziewczynki dotknęła mojego odsłoniętego przez piżamę ramienia, była lodowato zimna, poczułam jak dreszcze przechodzą po całym moim ciele. Miałam wrażenie, jakbym zamarzała, począwszy od miejsca, w którym mnie dotknęła.
W tym momencie do sali wbiegł lekarz i dwie pielęgniarki, zapalając światło. Dziewczynka zniknęła, a ja wpatrywałam się w nich jak w zjawy. Trzęsłam się cała, nie potrafiłam wytłumaczyć im co się stało. Uznali, że coś mi się przyśniło. Wyszli, gasząc światło, a ja gdy spojrzałam w okno uznałam, że to faktycznie mógł być tylko sen. Na dworze nie było ani śladu po burzy, a samo okno nadal było otwarte.
Nagle poczułam, jak w dół ramienia spływa mi zimna kropla. Otarłam ją, przekonana że to kropla potu. Na mojej ręce był jednak czerwony płyn, co spowodowało, że serce mi zamarło. Wytarłam ramię z krwi i spojrzałam na drzwi. U dołu znajdowały się koślawe, czerwone litery. Udało mi się przeczytać napis: „Musisz uwierzyć”. Zapaliłam lampkę przy łóżku i litery zniknęły. Położyłam się spać, jednak ani przez chwilę nie pomyślałam, aby zgasić światło.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


6 komentarzy
Następne 1 Poprzednie

an15 an15.Niedziela, 31.Stycznia.2010, 12:56
95.40.189.180

Super rozdział xDDD Mrrr...robi się ciekawie. :P

magami magamiŚroda, 3.Lutego.2010, 13:02
188.147.111.36

Tak, faktycznie robi się ciekawie i już
nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :) Proszę poinformuj mnie jak już będzie bo chyba nie wytrzymam. No tak horrorek jest super, chyba nigdy nie czytałam czegoś takiego - jest niesamowity bo wyobraziłam sobie jak bym tam była i czuła to co oni. To jest niezłe bo to tylko opowiadanie. Hymn... ale niezwykłej autorki :D
Czekam na info i pozdrawiam
Magami

magami magamiŚroda, 3.Lutego.2010, 13:02
188.147.111.36

Tak, faktycznie robi się ciekawie i już
nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :) Proszę poinformuj mnie jak już będzie bo chyba nie wytrzymam. No tak horrorek jest super, chyba nigdy nie czytałam czegoś takiego - jest niesamowity bo wyobraziłam sobie jak bym tam była i czuła to co oni. To jest niezłe bo to tylko opowiadanie. Hymn... ale niezwykłej autorki :D
Czekam na info i pozdrawiam
Magami

K i n i u ś ;) K i n i u ś ;).Środa, 3.Lutego.2010, 15:17
87.96.100.249

Super .! ;* Patii pisz pisz już nie mogę się doczekać co będzie dalej :)

magami magamiŚroda, 17.Lutego.2010, 20:44
188.146.54.69

U mnie News a w nim:
*O feriach
*Podziękowania
*UWAGA Dodatki !
Zapraszam serdecznie i pozdrawiam Magami

~Sorry text kopiowany z powodu braku czasu :(

Just. Just..Niedziela, 21.Lutego.2010, 09:44
83.30.237.82

Więc tak, robi się ciekawie, naprawdę mnie wciągnęło szczególnie gdy rozpoczęła się akcja.Trochę zbyt dużo opisów i szczegółów,co po jakimś czasie robi się nudne, ale rozkręca się cały horrorek .Jestem ciekawa co będzie dalej.



*******
layout by Inez for Linkup


. księga . gości .
obejrzyj . wpisz się

. Horrorek .
Prolog
Rozdział I
Rozdział II
Rozdział III
Rozdział IV
Rozdział V
Rozdział VI
Rozdział VII
Rozdział VIII

. archiwum .
2010
Styczeń (3)
Luty (2)
Marzec (2)
Lipiec (2)



. odwiedzam .

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych