Dedykacja Horrorka
Dla niepowtarzalnej wariatki, która zawsze dodaje mi wiary w siebie, wspiera przy pisaniu, a na dodatek daje niezwykłe wspomnienia z rolko-spacerków. Dziękuję, Aniu.

Powrót

Rozdział III

Niedziela, 21.Lutego.2010, 11:01
Rano rzeczywiście pozwolono mi iść do domu, więc od otrzymania tej wiadomości niecierpliwie czekałam na przyjazd Michała. Nie zawiódł mnie, przybywając bardzo wcześnie i przywożąc mi ubrania. Byłam gotowa w pięć minut, niesamowicie szczęśliwa i podekscytowana zbliżającym się poznaniem nowego, lepszego domu. Gdy zatrzymaliśmy się przed bramą wjazdową, serce zabiło mi szybciej. Nie mogłam doczekać się przekroczenia progu budynku, poznania Oli.
- Ja muszę iść do pracy…- odezwał się Michał, patrząc na mnie- Będziesz na razie sama z Olą.
- W porządku.- uśmiechnęłam się, co jak udało mi się zauważyć sprawiło, że mu ulżyło.
- Przepraszam cię, ale uwierz mi, starałem się o urlop…
- Nic się nie stało. To do zobaczenia.- wysiadłam ze srebrnej Toyoty Avensis, która natychmiast odjechała.
Podeszłam do drzwi frontowych zastanawiając się czy pukać czy od razu wchodzić. Postanowiłam jednak zasygnalizować, że jestem, a potem dopiero nacisnęłam klamkę. Ujrzałam wysoki przedpokój i schody po prawej przy ścianie. Po obu stronach były drzwi do pokoi, za schodami ujrzałam także zamknięte drzwi. Całe pomieszczenie wyłożone było brązowymi panelami.
Nagle w drzwiach po lewej stanęła odrobinę niższa ode mnie blondynka o bardzo długich włosach upiętych w koński ogon. Miała lekko podłużną twarz, odrobinę szpiczastą u dołu i lekko wystające kości policzkowe. Była bardzo ładna, dużo ładniejsza niż na zdjęciu. Uśmiechając się odsłoniła aparat na zębach. Od razu rzucił mi się w oczy jej brzuch – Michał nie wspominał, że była w ciąży. Zauważyła moje zdziwione spojrzenie i westchnęła.
- Nie powiedział ci?- spytała, wskazując mi, abym poszła za nią. Zaprowadziła mnie do kuchni i zajęła się przygotowaniem posiłku.- Podejrzewam, że trochę bał się twojej reakcji… Cieszył się, że teraz zamieszkasz z nami, że cię odzyskał, chociaż powiem ci, że nie był przekonany co ty na to powiesz i pewnych rzeczy na razie wolał ci nie mówić… Chociaż sądzę, że powinien był cię uprzedzić… Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza..?
- Nie, jasne, że nie. Lubię rolę starszej siostry.- odparłam. I nie kłamałam. Naprawdę to lubiłam i sądziłam, że teraz będzie mi tego brakowało.
- Cieszę się. Jesteś głodna?- spytała, wyciągając z lodówki jajka na jajecznicę.
- Średnio.- powiedziałam, patrząc na nią- Mogę cię o coś spytać?
- Pytaj o co chcesz, nie krępuj się- Ola uśmiechnęła się do mnie, nie przerywając swojego zajęcia.
- Wybraliście już imię dla dziecka?
- Nie, nie mamy jeszcze… Nie możemy się zdecydować między Przemkiem a Igorem… Chociaż już niedługo będziemy musieli wybrać, mam termin za dwa tygodnie, czyli w każdej chwili może się urodzić.
- Wiem. Jak na moje to zdecydowanie Igor.
Ola tylko się roześmiała, mówiąc coś o tym, że mój głos przekona ojca.
Po zjedzeniu śniadania zaprowadziła mnie na górę do pomieszczenia, które odtąd miało być moim pokojem. Stanęłam oniemiała, rozglądając się wokoło. Bardzo spodobało mi się połączenie pastelowo fioletowych ścian i ciemnobrązowych mebli. Mimo tych ciemnych kolorów nie było ciemno – na ścianie naprzeciw drzwi znajdowało się ogromne okno dające sporo światła. Na ścianie naprzeciw łóżka wisiał piękny obraz, dwóch osób – najprawdopodobniej młodej matki i córki na pełnej kwiatów polanie, obok nich siedziały dwa psy. Pod oknem stało biurko, z leżącym na nim laptopie, moim szkicownikiem i mnóstwem ołówków w specjalnym pojemniczku. Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko miałam mieć teraz tylko dla siebie.
- Mam nadzieję, że ci się podoba.- odezwała się Ola, patrząc na mnie.
- Jest… Niesamowity…- wydukałam, cały czas się rozglądając. Nigdy tak naprawdę nie miałam swojego pokoju, ponieważ musiałam dzielić go z Kasią, lecz nigdy mi to nie przeszkadzało. Jednak nawet nie pomyślałam, że w pokoju mogłabym mieć telewizor, laptopa czy wieżę tylko dla siebie.
Podeszłam do łóżka i usiadłam. Obok mnie usiadła Ola.
- Słuchaj Magda… Chciałabym, aby między nami było wszystko jasne… Nie wymagam, nawet nie chcę, abyś traktowała mnie jak swoją matkę. Nigdy nią nie będę i nigdy ci jej nie zastąpię. Wolałabym być dla ciebie kimś w rodzaju starszej siostry… Żebyś wiedziała, że możesz na mnie polegać.
Pokiwałam tylko głową na znak, że rozumiem. Ola poszła, zostawiając mnie samą w pokoju.

* * *

Parę dni później razem z Michałem pojechałam na pogrzeb mamy. Wchodząc na teren cmentarza ujrzałam mnóstwo nieznanych mi z nazwiska osób, chociaż część przypominała mamę, więc domyślałam się, że to musi być ktoś z jej licznego rodzeństwa. Uświadomiło mi to, że mama w ogóle nie utrzymywała z nimi jakiegokolwiek kontaktu, a ja tak naprawdę nie znałam prawie nikogo ze swojej trochę dalszej rodziny.
W pewnym momencie zobaczyłam Kasię, stojącą z dziadkami. A więc to z nimi miała teraz zamieszkać… Babcia, gdy tylko zauważyła mnie i Michała ruszyła w naszą stronę. Po jej ruchach i minie widać było, że nie jest zadowolona z naszego przybycia. Nigdy zresztą nie pałała do mnie sympatią, traktowała mnie całkiem obojętnie.
- Po co ty w ogóle tutaj przyjeżdżałeś?!- powiedziała podniesionym głosem, obrzucając Michała wściekłym spojrzeniem- Zrujnowałeś mojej córce życie, a teraz jeszcze chcesz ją nękać po śmierci?! Nikt ciebie tu nie zapraszał, nie jesteś tutaj potrzebny! Tak samo jak ten twój przeklęty bachor!- wycedziła przez zęby, obdarzając mnie identycznym spojrzeniem.
- Tak się składa, że jestem tutaj tylko ze względu na Magdę, która jednak jest jej córką, więc powinna tutaj być. A jeśli się pani to nie podoba, to nikt pani nie każe z nami stać, rozmawiać. Może pani udawać, że nas tu nie ma.- Michał złapał mnie za ramię i odciągnął w bok. Stanęliśmy sami, jakiś kawałek od reszty obecnych. Nie byliśmy tu mile widziani, tego mogłam być pewna.
- Czemu ona nas tak nie znosi?- spytałam zaciekawiona, mama nigdy nie chciała mi powiedzieć dlaczego babcia niechętnie się do mnie odnosiła.
- Wytłumaczę ci to później, zgoda?
Zgodziłam się, nie miałam wyjścia. Pogrzeb już się zaczynał. Stanęliśmy z przodu, jednakże lekko z boku. Nie było dużo ludzi, tylko rodzina i parę znanych przez mamę osób. Rozglądając się, w pewnym momencie zauważyłam Barczyka. Wszędzie rozpoznałabym te krótkie rude włosy, małe oczka i ohydną bródkę. Stał obok Kasi, ale spoglądał na mnie i na Michała. W pewnym momencie się nawet mi pomachał i uśmiechnął tym swoim głupawym uśmieszkiem wyższości, który pojawiał się u niego zawsze wtedy, gdy w kłótniach ze mną wyszło na jego i musiałam się podporządkować. Teraz zapewne oznaczało to zadowolenie, że pozbył się mnie z domu i trafiłam do swojego ojca.
- Co za idiota…- westchnęłam, a Michał spojrzał się na mnie zdziwiony, pytając o kogo chodzi- Barczyk. Stoi tam, patrzy się do mnie i uśmiecha zadowolony… Chyba sądzi, że odwzajemnię ten uśmiech…
Michał zaczął się rozglądać, więc wskazałam mu na Kasię i dziadków, patrząc na jego twarz. Nagle jednak dotknął mojego czoła, jakby sprawdzając czy nie mam temperatury.
- Tam nikogo nie ma.- odezwał się i gdy spojrzałam znowu w stronę młodszej siostry rzeczywiście nikogo tam nie było.
Byłam całkiem zdezorientowana, a Michał zaniepokojony. Widać było, że coś nie dawało mu spokoju, ale nie chciał mi tego powiedzieć.
Na koniec tylko położyłam kwiaty na świeży grób mamy, nie odstępowana przez Michała na krok. Potem odeszliśmy, kierując się w stronę samochodu. Gdy już do niego doszliśmy usłyszałam głos Kasi za moimi plecami, wołała mnie, więc się odwróciłam.
- Magda, mam prośbę…- powiedziała nieśmiało, spoglądając niepewnie na Michała- Obiecaj mi, że pozostaniemy przyjaciółkami…
- Jasne, że zostaniemy. Możesz do mnie przyjść kiedy tylko chcesz, wygadać się lub poprosić o pomoc.- podeszłam do niej i przytuliłam ją, mówiąc jej jednocześnie mój nowy adres, po czym musiała iść, przywoływana przez babcię.
My z Michałem tymczasem wróciliśmy do domu. Wieczorem, siedziałam na kanapie w salonie,, szukając czegoś w telewizji do obejrzenia. Jak się okazało, w moim pokoju nie było jeszcze żadnego kanału, ale już jutro mieli przyjść fachowcy i to zrobić. Ola tymczasem siedziała w fotelu, oglądając magazyn z modnymi w tym sezonie fryzurami. Michał był w kuchni.
Udałam się tam, gdy stwierdziłam, że i tak niczego nie znajdę. Wyglądał na nieobecnego, siedząc przy stole i tępo wpatrując się w okno. Wystraszył się, gdy przypadkowo szklanka wypadła mi z ręki, lekko uderzając o blat szafki. Wtedy zaczął mi się przyglądać, obserwując moje ruchy. Nie wydało mi się to normalne.
- Wszystko w porządku?- spytałam, siadając naprzeciwko.
- Właśnie się zastanawiam…- powiedział. Miałam wrażenie, że wzrokiem zaraz przewierci mnie na wylot.- Nie bądź na mnie zła, ale pomyślałem, że może powinnaś iść do psychologa… Wydawało mi się, że świetnie sobie ze wszystkim radzisz, ale po tym co mi powiedziałaś dzisiaj na cmentarzu… Może męczą cię wspomnienia? Potrzebujesz po prostu wszystko z siebie wyrzucić, bez żadnego skrępowania, osobie, która cię nie zna i która nie będzie ciebie oceniała przez to, co powiesz… Sądzę, że męczą cię wspomnienia i może by ci to pomogło…
- Rozumiem… Może masz rację, może faktycznie poczuję się wtedy lepiej…- odparłam, zauważyłam też, że Michałowi znacznie ulżyło.
Poszłam do siebie do pokoju. Byłam zmęczona, więc zaraz położyłam się do łóżka.
Nagle znalazłam się w moim starym domu, siedziałam z Kasią w naszym pokoju. Cały widok był dziwny, jakbym oglądała wszystko przez okulary z pomarańczowymi szkłami. Słyszałam jak w kuchni, połączonej z dużym pokojem mama myje naczynia po obiedzie. Barczyka nie było, poszedł z kolegami do baru na piwo. Wszystkie trzy wiedziałyśmy, że jak wróci pijany, to zaczną się awantury.
W pewnym momencie usłyszałam szczęk klucza w zamku. Przyszedł. Wymieniłyśmy spojrzenia z Kasią. Obie zdawałyśmy sobie sprawę, że dla mnie lepiej będzie nie opuszczać teraz pokoju, aby nie wchodzić Barczykowi w drogę. Mama też to wiedziała, dlatego idąc na strych, aby przejrzeć stare rzeczy przeznaczone do wyrzucenia, zawołała tylko Kasię.
- Idź do sklepu, kup mi piwo i papierosy.- usłyszałam jego głos, dochodzący z drzwi. Zauważyłam, że był już nieźle wstawiony.
- Nigdzie nie idę.- odparłam, nawet nie podnosząc wzroku.
Powtórzył to, co wcześniej jeszcze raz, tylko zdecydowanie głośniej.
- Słuchaj, mała dziwko. Albo tam pójdziesz, albo…
- Albo co?- spytałam. Wiedziałam, że jeśli mama usłyszy jego wrzaski przyjdzie i będzie mnie bronić, zawsze tak było gdy chciał, abym poszła do sklepu po alkohol dla niego.
- Do jasnej cholery, ruszaj się!- podszedł do mnie i ciągnąc mnie za włosy rzucił mną do dużego pokoju.- Nie waż się mi sprzeciwiać!- zawołał, chwytając nóż z suszarki. Złapał mnie za rękę i przejechał nożem po wewnętrznej stronie dłoni.
Wrzasnęłam, czując jak po mojej ręce spływa krew. Na twarzy Barczyka pojawił się uśmiech i zrobił to samo z moją drugą dłonią.
- Nadal nie chcesz iść do sklepu?- nie wiem ile razy to powtórzył. Za każdym razem jednak przejeżdżał nożem po losowym miejscu mojego ciała, robiąc albo głębsze albo płytsze rany. Wrzeszczałam, aby mnie zostawił, modląc się aby mama przyszła jak najszybciej.
- Co ty wyprawiasz?!- wrzasnęła, stając w drzwiach- Natychmiast ją zostaw!
Podbiegła do niego. Nie mam pojęcia czy zrobił to specjalnie czy przypadkowo, ale nabił ją na ten nóż, który trzymał w dłoni. Widziałam jej zszokowaną minę, gdy trzymała się za ranę kiedy wyjął ostrze z jej brzucha. Powoli opadała na podłogę, bardzo mocno krwawiąc. Barczyk stał i zszokowany patrzył się, co zrobił. Ja zresztą też tylko patrzyłam, nie miałam zielonego pojęcia co zrobić, miałam mętlik w głowie. Jednocześnie chciałam uciekać a także podbiec do mamy i próbować tamować tą krew. Byłam przerażona.
Wtedy on się odwrócił z powrotem w moją stronę. W jego oczach widać było chęć mordu, najwyraźniej po tym co się wydarzyło, nie zależało mu już na zachowaniu pozorów. Bardzo powoli zaczął iść w moją stronę. Kątem oka ujrzałam przerażoną Kasię, wyglądającą z szafy, w której się ukryła aby i jej czegoś nie zrobił.
- Uciekaj…- usłyszałam słaby, lekko chrapliwy głos mamy.
- Ale…
- Uciekaj!- powtórzyła wyraźniej.
Podniosłam się i wybiegłam na ulicę, potykając się o krawężnik i przewracając się. Usłyszałam chrupnięcie w lewej ręce. Nie czułam bólu, skoncentrowałam się na tym aby biec jak najszybciej przed siebie.
Nagle poczułam, że ktoś mną potrząsa i usłyszałam wrzaski Michała. Otworzyłam oczy. Siedziałam na łóżku, cała spocona. Sam Michał stał przy mnie, trzymając mnie za ramiona, w drzwiach stała lekko przerażona Ola. W oczach chyba miałam całkowite zdziwienie, chwilowo nie widziałam co się tu w ogóle dzieje. Potem dotarło do mnie, że musiałam wrzeszczeć przez sen.
- To był tylko sen…- westchnął Michał z ulgą
- Wspomnienie…- poprawiłam go- Chyba już wiem, co się wtedy stało…
- Opowiesz mi rano…- odparł.
Położyłam się z powrotem, a Ola i Michał wrócili do swojej sypialni. Trudno mi było zasnąć, cały czas miałam przed oczami widok zakrwawionej mamy, przerażonej Kasi i tego spojrzenia Barczyka. Przytuliłam się do poduszki i starałam się o tym nie myśleć.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


4 komentarzy
Następne 1 Poprzednie

Konto usunięteNiedziela, 21.Lutego.2010, 11:14
95.40.54.198

Ma być obszerny komentarz...to się postaram by taki był.

Na początek: Czemu tak długo Ci to szło? Ale to nawet Ci na dobre wyszło. Notka super, obszerna i się nie zawiodłam.

+ Treść i fabuła. Aż ciarki mnie przeszły. Mama przemawia z za grobu :D

- Zdecydowanie twoje długie pisanie, ale daje to też plusy, ponieważ nie robisz błędów.

Ogółem noka THE BEST i czekam na kolejną.
Zapraszam również do siebie. :P

K i n i u ś ;) K i n i u ś ;).Niedziela, 21.Lutego.2010, 13:13
91.94.107.5

Świetne .! xD

Ja :D Ja :D.Środa, 24.Lutego.2010, 10:32
83.22.11.69

Suuper ^^
Czekam na więcej! :D. :)).
Potęgujesz napięcie. :D

Ankka Ankka.Poniedziałek, 1.Marca.2010, 21:02
83.30.226.131

Słowa nie oddadzą tego co się czuje czytając ten horrorek.
Przejmujący, intrygujący, mogłabym tak wymieniać bez końca.
Świetny Patuś ;**



*******
layout by Inez for Linkup


. księga . gości .
obejrzyj . wpisz się

. Horrorek .
Prolog
Rozdział I
Rozdział II
Rozdział III
Rozdział IV
Rozdział V
Rozdział VI
Rozdział VII
Rozdział VIII

. archiwum .
2010
Styczeń (3)
Luty (2)
Marzec (2)
Lipiec (2)



. odwiedzam .

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych