Dedykacja Horrorka
Dla niepowtarzalnej wariatki, która zawsze dodaje mi wiary w siebie, wspiera przy pisaniu, a na dodatek daje niezwykłe wspomnienia z rolko-spacerków. Dziękuję, Aniu.

Powrót

Rozdział V

Niedziela, 14.Marca.2010, 17:24
Gdy tylko Ola wyszła ze szpitala, Michał postanowił zabrać nas do swoich rodziców, a także do rodziców Oli. Chciał pokazać im Igora, a dodatkowo u siebie w domu pochwalić się, że udało mu się zdobyć opiekę nade mną. Wyjechaliśmy w sobotę późnym rankiem. Na obiad zaproszeni byliśmy do rodziców Michała, więc nie spieszyliśmy się specjalnie wiedząc, że mamy sporo czasu. Mimo tego, że nie była to daleka podróż, Ola musiała wziąć sporo rzeczy Igora, który przez całą drogę popłakiwał. Na całe szczęście, trwało to tylko piętnaście minut.
Zatrzymaliśmy się przed około dziesięciopiętrowym blokiem, wyróżniającym się wśród innych, niższych budynków. Weszliśmy do środka i wjechaliśmy na dziewiąte piętro, po czym korytarzem poszliśmy do ciemnobrązowych drzwi, z plakietką „S. J. Karnasiewicz”. Moją uwagę przede wszystkim zwróciły trzy oprawione w ramkę pierwsze strony gazet, pochodzące sprzed przynajmniej 40 lat. Zaciekawiła mnie tylko jedna, pochodząca z września 1949 roku. Na samym środku znajdował się wielki napis „Krwawy koszmar w Gryczowie”, pod nim drobniejszym drukiem „Śmierć trzyosobowej rodziny – ojca, matki i ich sześcioletniej córki”. Obok umieszczone było zdjęcie, miałam wrażenie, że to ten sam budynek, w którym teraz mieszkałam, ale zdecydowanie wygląd tego ze zdjęcia różnił się od tego, który rzeczywiście był na Szklanej.
- Magda, nie wchodzisz?- usłyszałam głos Michała, który wyrwał mnie z zamyślenia. Ujrzałam, że na klatce został tylko on, a z mieszkania dochodziły głosy, radośnie witające Olę i Igora, tak więc pospiesznie podeszłam do niego i weszłam do środka.
Zarówno babcia, jak i dziadek od razu podeszli do Oli, chcąc wyściskać Igora. Byli to ludzie zbliżający się do sześćdziesiątki. Dziadek był wysoki, dobrze zbudowany, prawie całkiem już łysy. Gdy tylko go zobaczyłam, nie miałam wątpliwości, do kogo podobny jest Michał, a co za tym idzie także i ja. Babcia natomiast była drobną kobietą, średniego wzrostu o kasztanowych włosach. Widać było, że naprawdę dbała o swój wygląd.
- Dzień dobry.- powiedziałam nieśmiało i od razu zwróciłam na siebie ich uwagę.
Wyglądali, jakby zobaczyli ducha. Przez chwilę wpatrywali się we mnie z niedowierzaniem, a zaraz potem babcia podeszła i uściskała mnie.
- Matko, Madzia… Nie wierzę, że cię widzę!- powiedziała, odsuwając się ode mnie, a jej miejsce zajął dziadek, również mnie ściskając.
Zaprosili nas do salonu, gdzie od razu udali się Michał i Ola. Ja natomiast zostałam w przedpokoju, z zaciekawieniem przyglądając się kolejnym stronom gazet, wiszącym w przedpokoju. Były zarówno bardzo stare i całkiem nowe, większość jednak odnosiła się do jakichś nieczęstych wydarzeń, krwawych morderstw w naszym średnio dużym mieście. Moja ciekawość zwróciła uwagę dziadka, który podszedł do mnie, gdy czytałam o porwaniu córki biznesmena z 2004 roku i zaprowadził mnie do niewielkiego pomieszczenia, w którym znajdowały się tylko kartony, poustawiane albo na półkach, albo na podłodze. Wszystkie były starannie pooznaczane – na każdym kartonie była przyklejona karteczka z rokiem, z którego pochodziła zawartość.
- Te najstarsze, z powojennych czasów, aż do 1987 roku zbierał mój ojciec… Miał chyba każdą gazetę od 1948 roku… Po jego śmierci to ja kolekcjonuje te najlepsze gazety… Myślałem, że po mnie przejmie to Michał, podtrzymując rodzinną tradycję, jednak jego to nie interesuje, mimo że jest dziennikarzem…
- Widocznie woli pisać do gazet, niż je kolekcjonować…
- Tak… A ty?
- Ja?- pytanie trochę mnie zaskoczyło, jednak szybko zdałam sobie sprawę, że dziadek pewnie pomyślał o tym, że ja mogłabym pociągnąć tradycję- Sama nie wiem… Chyba najbardziej lubię czytać…
- Rozumiem. Jeśli tylko cię to interesuje, to możesz sobie poprzeglądać te pudła, a jeśli coś zwróci twoją uwagę to pożyczę ci gazetę, jeśli będziesz chciała.
- Dziękuję… - zamyśliłam się na chwilę, wyobraźnią wracając na klatkę i przypominając sobie stronę, która mnie zaintrygowała- To zdjęcie, znajdujące się na korytarzu… Czy to jest ten sam dom, w którym teraz mieszkam?
- Właściwie, tak… Po wydarzeniach z 1949 roku został odnowiony, ale budynek właściwie jest ten sam.
- A co się stało w tym roku? Znaczy… O co chodzi z tą zbrodnią…
Dziadek szybko znalazł karton oznaczony „1949” i wyciągnął z niego parę gazet, po czym podał mi też jedną gazetę z 2005 roku. W tym samym momencie dotarł do nas głos babci, która wołała go do salonu.
- Zostań sobie tu, jeśli chcesz i poczytaj. Możesz grzebać w kartonach, nie krępuj się.
Wyszedł, zostawiając mnie samą. Usiadłam na dywanie, przeglądając gazety. Pobieżnie czytałam artykuły o morderstwie rodziny w tym domu, każdy ukazywał inną wersję wydarzeń. Dopiero artykuł sprzed czterech lat tak naprawdę przybliżył wydarzenia tamtego wieczora, ukazując wersję opartą na najnowszych technikach śledczych. Postanowiłam pożyczyć właśnie tą gazetę. Gdy wstawałam, poczułam chłodny podmuch wiatru, który spowodował że cały karton z 1949 rokiem upadł, a cała jego zawartość wypadła na podłogę. Najdalej poleciały zniszczone, czarno-białe fotografie. Podniosłam je i ujrzałam trzyosobową rodzinę na tle niewielkiego ogrodu. Wtedy poczułam nagły ból głowy i przed moimi oczami ukazał się widok przedpokoju, w którym w ramce wisiało to właśnie zdjęcie, jednak wyglądające na nowe. Całe wyposażenie było jakby z innej epoki, ale rozpoznałam przedpokój domu, w którym mieszkałam.
Nagle ból minął i jakby z powrotem wróciłam do pokoju, w którym się znajdowałam. Byłam całkiem zdezorientowana, wpatrywałam się w tą fotografię. Nagle, z przerażeniem stwierdziłam, że znam jedną osobę, która się na niej znajdowała. Z bijącym sercem odnajdowałam kolejne podobieństwa stojącej pośrodku dziewczynki do tej, która pokazała mi się już dwukrotnie. Prawie identyczne, czarne włosy i oczy. Nosiła nawet identyczną sukienkę. Jedyne, czego jej brakowało to krew na jednej połowie twarzy. Byłam prawie całkowicie pewna, że jest to ona.
Włożyłam zdjęcie do gazety i odłożyłam ją na bok, sprzątając bałagan z podłogi. Wybrałam jeszcze parę gazet, decydując się je pożyczyć. Następnie udałam się do salonu.
Po obiedzie Ola i Michał postanowili się zbierać, aby zdążyć odwiedzić także państwa Nowakowskich. Ponieważ nie miałam ochoty tam jechać, odwieźli mnie do domu, przy okazji zabierając z niego parę rzeczy dla Igora. Ja tymczasem poszłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. Zaczęłam przeglądać wszystkie pożyczone od dziadka gazety. Wszystkie odnosiły się do tego samego wydarzenia. Czułam, że muszę się dowiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło.
Każda następna historia była inna, coraz bardziej niewiarygodna. Pisano o podpaleniu, morderstwie, otruciu, a nawet o wybuchu. Mimo że nie znałam prawdziwej historii, miałam wrażenie że wiedziałam, że wszystko to było stekiem bzdur. Aż w końcu dotarłam do tego artykułu, napisanego stosunkowo niedawno. Nie był krótki, jednak obszernym nazwać go nie można było. Dołączone do niego były zdjęcia, podobne do tych, które widziałam u dziadka – cała rodzina, po czym tylko mężczyzna w stroju wojskowym, dziewczynka bawiąca się na podwórku, a na samym końcu duży, ciemny ślad na podłodze w salonie.

Gryczów. Miasto w środkowej Polsce, na pierwszy rzut oka niewyróżniające się niczym specjalnym. Większość jego mieszkańców nie pamięta nawet mrożących krew w żyłach wydarzeń, które miały miejsce w 1949 roku, a które wstrząsnęły wszystkimi jego mieszkańcami. Nie wiedzą też, jaką przerażającą historię kryje w sobie jeden z domów przy ulicy Szklanej. Istnieją przekazy, że od powojennych czasów, wszystkich którzy w nim mieszkają dotyka tragedia. Najdłużej, jedna osoba mieszkała w nim 2 lata, jednak zdarzyło się to tylko raz, najkrócej natomiast – 3 miesiące. Może właśnie to jest powodem, dla którego w ciągu 60 lat miał on aż koło stu właścicieli?
Wszystko zaczęło się jesienią 1949 roku. W tym czasie mieszkało tam dosyć zamożne małżeństwo państwa Żakowskich. Mimo młodego wieku, 27-letni Jan Żakowski, był wykształconym, dobrze sytuowanym urzędnikiem, uważanym przez wszystkich za człowieka bardzo dobrze wychowanego. Jego żona, Krystyna, nie pracowała, postanowiła zająć się domem. Mieli także sześcioletnią córkę, Elizę. Ci, co ich pamiętają wspominają dziewczynkę jako grzeczne, radosne, a także inteligentne jak na swój wiek dziecko.
Informacja, która wczesną jesienią rozeszła się po mieście zaszokowała wszystkich. Głosiła ona, że Żakowie nie żyją. Pojawiło się wówczas bardzo wiele wersji wydarzeń, których nawet wyznaczone do tego służby nie były w stanie odtworzyć. Jednak niedawno zdecydował się to zrobić zespół śledczych, którzy przeanalizowali wszystkie zebrane w owym czasie przedmioty, zrobione zdjęcia, a także zanotowane zapiski. Ustalili oni, że każda wersja wydarzeń miała w sobie część prawdy, jednak żadna nie była w stu procentach zgodna z rzeczywistymi zdarzeniami.
Tak naprawdę, niepokojące sygnały miały pojawić się już na początku 1949 roku. Według pamiętających to wszystko ludzi, Jan Żakowski miał wtedy zacząć robić się coraz bardziej nerwowym, agresywnym. Dzisiaj pewnie, powiedziano by, że załamywał się psychicznie. Miał zacząć gorzej traktować swoją żonę i córkę. Aż w końcu we wrześniu 1949 roku coś w nim pękło.
Świadkowie twierdzą, że było to dosyć ciepłe popołudnie. Po powrocie z pracy, Jan jak zwykle czytał gazetę, prawdopodobnie informacje o polityce, którą zawsze się interesował. Wtedy bawiąca się w salonie Eliza miała stłuc stojącą na stole pamiątkową wazę, prezent od matki Krystyny. Jan wpadł w szał, poszedł do salonu i uderzył dziewczynkę, łamiąc jej wtedy rękę. Eliza zaczęła prawdopodobnie krzyczeć z bólu, a nie mogąc jej uspokoić, Jan miał wpaść w jeszcze większą furię i zbierając kawałki wazy nie wytrzymał i dłonią w której trzymał odłamek wazy uderzył dziecko ponownie, tym razem w głowę, rozcinając mu głowę nad okiem. Sądząc po śladach krwi na stole, należących do dziewczynki, upadając uderzyła ona głową o stół, co spowodowało u niej pęknięcie czaszki. Jedni lekarze twierdzili, że dziecko zmarło od razu, inni, że wykrwawiało się przez dłuższy czas w cierpieniach.
Gdy tylko Jan Żakowski zorientował się, co zrobił, wyjął z szuflady rewolwer. Nie wiadomo dokładnie, skąd go miał. Stojąc nad ciałem córki, próbował przełamać się do popełnienia samobójstwa. Wtedy do pokoju weszła Krystyna, która widząc stan Elizy podbiegła do męża. Prawdopodobnie krzyczała – być może z jej ust wydobywało się pytanie, co zrobił, jak mógł to zrobić, a może nazywała męża potworem. Wtedy w Janie znowu obudził się dziwny instynkt i pociągnął za spust, zabijając żonę.
Możliwym jest, że właśnie wtedy podpalił część rzeczy w salonie, po czym sam strzelił sobie w głowę. Płomienie szybko się rozprzestrzeniały, jednak zostały ugaszone na tyle szybko, aby nie zatrzeć śladów na miejscu zbrodni i nie zniszczyć ciał. Gdyby nie to, raczej nigdy nie udałoby się ustalić, co tak naprawdę się wydarzyło. Chociaż, może byłoby lepiej, jeśli wszystkie te przerażające fakty nie ujrzały światła dziennego? Niestety, tego nie dowiemy się już nigdy.
Możemy natomiast być pewien, że dom ten od tego czasu kryje w sobie mroczną tajemnicę. Nikt nie wie, dlaczego od tego wydarzenia, członek rodziny każdego z nowych właścicieli umierał w tajemniczych okolicznościach. Po mieście rozeszły się pogłoski, że to duch Elizy mści się za to, co zrobił jej ojciec. Niektórzy twierdzą, że widzieli chodzącą po domu w trakcie burzy dziewczynkę, wyglądającą dokładnie tak, jak Eliza. Czy to prawda? Nie wiadomo. Nikomu nie udało się nigdy udowodnić, że dziewczynka naprawdę tam jest. Choć, kto wie, może w przyszłości znajdzie się ktoś, kto udokumentuje to zdarzenie? Pozostaje nam tylko czekać.


Oderwałam się od artykułu, z gęsią skórką na ciele. Zdecydowanie nie była to przyjemna historia, prawdziwa rodzinna tragedia. Rozumiałam, dlaczego dziewczynka, która mi się pokazywała była taka… nieprzyjemna… Jednak, skoro miała pokazywać się tylko w domu, dlaczego widziałam ją także w szpitalu?
Zaczynało się ściemniać. Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, przebierając się w piżamę. Michał i Ola jeszcze nie wrócili, nie dali nawet znaku życia. Wracając do pokoju włączyłam sobie telewizor, którym Michał zajął się tego samego dnia, w którym zajął się szybą w salonie. Oglądałam jakąś komedię, która w ogóle nie była śmieszna. Moje myśli cały czas krążyły wokół artykułu. Niemal przed oczami miałam widok tej strasznej zbrodni, która przed laty wydarzyła się w tym miejscu. Znowu nie mogłam pozbyć się wrażenia, że jestem obserwowana, ale nie sprawdzałam tego. Dopiero później, gdy wyłączyłam telewizor spojrzałam na biurko. Zauważyłam kawałek materiału, zahaczony na uchwycie od szuflady. Obejrzałam go dokładnie i znowu dostałam gęsiej skórki. Był to identyczny materiał jak ten, z którego sukienkę miała wykonana Eliza.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


3 komentarzy
Następne 1 Poprzednie

an15 an15.Poniedziałek, 15.Marca.2010, 16:28
95.41.47.106

Super ;DD Czekam na więcej :)

K i n i u ś ;) K i n i u ś ;).Poniedziałek, 15.Marca.2010, 17:00
87.96.29.171

Spoko ;]

Ankka Ankka.Poniedziałek, 15.Marca.2010, 17:42
83.30.201.231

Pati rozkręcasz się i coraz bardzoej wprawiasz ;)
Czyta się to świetnie, bardzo szybko. Czekam na ciąg dalszy. Masz talent ;**



*******
layout by Inez for Linkup


. księga . gości .
obejrzyj . wpisz się

. Horrorek .
Prolog
Rozdział I
Rozdział II
Rozdział III
Rozdział IV
Rozdział V
Rozdział VI
Rozdział VII
Rozdział VIII

. archiwum .
2010
Styczeń (3)
Luty (2)
Marzec (2)
Lipiec (2)



. odwiedzam .

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych