Dla niepowtarzalnej wariatki, która zawsze dodaje mi wiary w siebie, wspiera przy pisaniu, a na dodatek daje niezwykłe wspomnienia z rolko-spacerków. Dziękuję, Aniu.
Od tego dnia zaczęłam mieć problemy ze snem. Męczyły mnie koszmary – na przemian moje wspomnienia i wydarzenia, o których przeczytałam. Co noc, równo o trzeciej, budziłam się i nie mogłam zasnąć z powrotem. Chwilami nawet miałam wrażenie, że ktoś czai się za drzwiami, spogląda na mnie i tylko czeka, aby się na mnie rzucić. Wydawało mi się to głupie, jednak to głupstwo było powodem, dla którego całymi dniami chodziłam niewyspana.
Ta noc była jednak inna niż wszystkie poprzednie. Obudziłam się, jak zwykle o trzeciej, jednak z dziwnym uczuciem przygnębienia, samotności. Czułam unoszącą się w powietrzu dziwną, przytłaczającą atmosferę. Wydawało mi się też, że słyszę płacz. Nie był to jednak Igor. Poczułam nagły przypływ odwagi i odrzuciłam kołdrę w bok, wstając z łóżka. Postanowiłam pójść tam i sprawdzić, co się dzieje.
Poszłam do przedpokoju, bo stamtąd dochodził dźwięk. Ujrzałam niewielką, drobną postać, siedzącą na schodach. Po charakterystycznej sukience rozpoznałam w niej Elizę. Rzeczywiście, płakała, lecz z jej oczu, zamiast łez, leciały krople krwi. Jakby tego było mało, gdy tylko krople opadły na jej sukienkę lub na podłogę, nie pozostawał po nich żaden ślad. Powoli się do niej zbliżałam. Pierwszy raz w jej obecności nie czułam strachu, tylko współczucie.
Gdy usiadłam obok, drgnęła i momentalnie odwróciła głowę w moją stronę. Przestraszyłam się, a ona tylko westchnęła i objęła mnie, chowając głowę w mojej piżamie. Najpierw byłam bardzo zaskoczona, zaraz jednak ją do siebie przytuliłam. Pojawiło się u mnie uczucie, którego nigdy wcześniej nie doznałam. Ból sprawiało mi samo patrzenie na to, jak jej jest przykro, nie mogłam znieść tej myśli, że płacze, chciałam, aby się uspokoiła.
Siedziałyśmy tak chwilę, aż dziewczynka przestała płakać. Wtedy dotarło do mnie, że coś się w niej zmieniło. Nie była już taka nieludzka – miała bardzo delikatnie zaróżowioną skórę, przyjemniejsze spojrzenie, a przede wszystkim była cieplejsza, choć i tak dużo zimniejsza niż zwykły człowiek.
- Dlaczego się mnie boisz?- spytała spokojnym głosem, tonem normalnym dla dzieci w jej wieku, gdy czegoś nie rozumiały.
- Twój wygląd, zachowanie… Fakt, że od kilkudziesięciu lat nie żyjesz…- wyszeptałam, zdając sobie sprawę, że jeśli usłyszeliby mnie Michał z Olą niełatwo byłoby mi wytłumaczyć, co się dzieje- Jesteś duchem?
- Nie…- mała pokręciła przecząco głową, a w mojej głowie pojawił się nietypowy pomysł doprowadzenia jej wyglądu do lepszego stanu.
Zaprowadziłam ją do łazienki i posadziłam na pralce. Była nienaturalnie lekka, co wywołało u mnie spore zdziwienie. Namoczyłam ręcznik i zaczęłam nim zmywać krew z jej twarzy. Do najłatwiejszych zadań to nie należało, gdyż przez tyle lat krew zdążyła już dobrze zaschnąć. Nie poddawałam się jednak i po chwili czerwony ślad zniknął. Moim oczom ukazała się nieprzyjemnie wyglądająca rana nad okiem. Zastanawiałam się, jak ją ukryć, zaczęłam rozplątywać liczne kołtuny z jej włosów.
- Kim w takim razie jesteś, skoro nie duchem?- wznowiłam temat, bardzo ciekawa jej odpowiedzi.
- Nazywają nas Strażnikami…- odparła, patrząc na mnie bez przerwy.- Jesteśmy czymś pomiędzy duchem a człowiekiem… Naszym zadaniem jest ochrona wyznaczonej osoby…
- Każdy człowiek ma Strażnika?
- Nie, jest nas za mało.
Milczałyśmy kolejną chwilę. Rozplątawszy większość umyłam jej głowę, po czym lekko ją podsuszywszy podcięłam jej włosów, pozbywając się nierozplątanych kosmyków. Zrobiłam jej także grzywkę, która zakryła ranę na czole. Gdy zaprowadziłam ją do swojej sypialni doszłam do wniosku, że przydałaby się jej także inna sukienka. Ponieważ jednak niczego nie posiadałam, postanowiłam przy najbliższej okazji, gdy będę sama w jakimś sklepie, kupić jej nowe ubranie.
Położyłam się na jednej połowie łóżka, patrząc na nią, siedzącą obok i myśląc o całej tej sytuacji. Gdyby jeszcze miesiąc temu ktoś powiedział mi, że będę mieszkała u ojca, a jednej nocy spędzała czas z martwą, sześcioletnią dziewczynką, do której poczuje dziwne uczucie, że w jakiś sposób jestem za nią odpowiedzialna, nigdy bym w to nie uwierzyła, wręcz wyśmiałabym osobę, która by mnie o tym poinformowała.
- Czy każdy człowiek po śmierci staje się Strażnikiem?- zadałam kolejne pytanie. W głowie miałam ich całe mnóstwo. Nigdy nie słyszałam o nikim takim i chciałam dowiedzieć się o nich wszystko, co tylko mogłam. Chyba miałam także nadzieję, że być może mama stała się jednym z nich.
- Nie.- powiedziała tylko i położyła się na drugiej połowie łóżka, twarzą w moją stronę.
- Trzeba zginąć tragicznie?
- Trzeba zginąć z ręki kogoś, kogo się kochało.- odpowiedziała. Zdziwiła mnie jej obojętność wobec tego faktu, ja sama poczułam się dosyć dziwnie. Pomyślałam jednak, że przez tyle lat musiała się już do tego przyzwyczaić.
- Czy Ola i Michał mogą cię zobaczyć?
- Nie... Musieliby mieć swojego Strażnika, ale żadne go nie ma… Mogą mnie jednak usłyszeć.
Przez chwilę milczałam. Wpatrywałyśmy się w siebie nawzajem, a wokół nas była jedynie ciemność i cisza. Nie słyszałam nic – żadnego skrzypnięcia schodów, żadnego stuku na dole, odgłosów, które towarzyszyły mi każdej nocy. Zrozumiałam, że była to sprawka Elizy – to ona była sprawcą wszystkich niewytłumaczalnych racjonalnie wydarzeń, a teraz, gdy leżała obok mnie, nie miał kto ich powodować, więc zniknęły.
- Dlaczego dzisiaj jesteś bardziej podobna do człowieka, niż poprzednio?
- Zaczynasz wierzyć.- powiedziała, a ja poczułam dziwny ucisk w klatce piersiowej.
Wyglądało to tak, jakbym bała się wierzyć, mimo że nie wiedziałam dokładnie w co. Była to chyba jedyna rzecz, której nie chciała mi wyjaśnić. Ale skoro upodabnia się do człowieka wtedy, gdy rośnie moja wiara, to może gdy całkowicie uwierzę, stanie się człowiekiem na dobre? Czy było to możliwe, żeby martwa od 60 lat osoba z powrotem ożyła? Teoretycznie, nie. Ale czy możliwym było, aby ta sama osoba przebywała ze mną w jednym pokoju, rozmawiała ze mną? Chyba tak samo jak to, żeby powróciła do żywych. Więc, może chodziło o to, abym uwierzyła w jej istnienie? Aby mój strach przed nią całkowicie minął? A może po prostu chciała, abym nie powstrzymywała się i w jakiś sposób podjęła się odpowiedzialności za nią?
Nie miałam pojęcia, o co tak naprawdę chodziło, a gdy miałam podzielić się z nią moimi przemyśleniami i spróbować wyciągnąć od niej jakąkolwiek podpowiedź, usłyszałam płacz Igora, dochodzący z pokoju obok, a następnie z sypialni Oli i Michała dochodziły dźwięki, jednoznacznie przekonujące mnie, że jedno z nich wstało i zaraz do niego pójdzie. Eliza w tym momencie zniknęła, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Nie byłam zadowolona. Chciałam dowiedzieć się jeszcze tak wielu rzeczy…
Liczyłam, że pojawi się, gdy Ola i Michał wezmą Igora do państwa Nowakowskich, jednak nadzieja ta okazała się złudna. Czułam jej obecność, ale nie potrafiłam w jakikolwiek sposób spróbować się z nią porozumieć, aby to zrobić potrzebowałam ją widzieć. Słyszałam co jakiś czas szuranie, wiedziałam, że jest w domu. Ignorowałam ją, oglądając telewizję. Czułam lekką złość, byłam na nią trochę obrażona.
- Magda…- usłyszałam dziwny, cichy głos, dochodzący do mnie jakby z powiewającym wiatrem.
Odwróciłam się, jednak niczego nie zobaczyłam. Wołanie jednak nie znikało, tylko delikatnie się pogłaśniało. Poszłam do przedpokoju – jak mi się wydawało, stamtąd dochodziło. Widok, który zastałam wywołał u mnie jednocześnie uczucie zdziwienia i strachu. Drzwi do piwnicy były szeroko otwarte, a znajdujący się w środku, zwisający z sufitu sznurek, za który trzeba było pociągnąć, aby zapalić w środku światło kołysał się, mimo że nie miało prawa być tam jakiegokolwiek, choćby najmniejszego podmuchu wiatru. Wtedy też zrozumiałam, że dźwięk dochodził właśnie z tego pomieszczenia.
Zawsze bałam się piwnic – nie lubiłam ciemności, a przede wszystkim obawiałam się pająków, które zwykle znajdowały się w tego typu pomieszczeniach. Jednak coś jakby mnie tam ciągnęło, mimo strachu szłam w tamtą stronę. Stojąc na trzecim z dziesięciu stopni pociągnęłam za sznurek, lecz nie dało to oczekiwanych rezultatów. Zamiast zapalonego się światła otrzymałam zatrzaśnięte się drzwi i nieprzeniknioną ciemność.
Wpadłam w panikę, wbiegłam na schody i na przemian pchałam i ciągnęłam drzwi, aby się stąd wydostać. Bez efektu. Odwróciłam się z powrotem twarzą do wnętrza pomieszczenia. Znowu czułam dziwną atmosferę w powietrzu, jednak tym razem była ona jakby bardziej przerażająca, sprawiająca wrażenie groźniejszej. Samo powietrze zdawało mi się ciężkie, gęste.
Wtedy usłyszałam świst, który po chwili przemienił się w moje imię. Głos stawał się coraz głośniejszy, otaczał mnie. Nie mogłam się ruszyć, sparaliżowało mnie ze strachu. I nagle się zaczęło. Migające światło, wołanie, a także biała postać, która pojawiała się co chwilę, gdy panowała ciemność, zbliżając się do mnie i oddalając. Początkowo myślałam, że to Eliza, jednak szybko zorientowałam się, że jest to ktoś zdecydowanie starszy, poza tym miał puste oczodoły, częściowo powyrywane włosy i powykrzywiane kończyny.
Chwilami czułam na sobie dotyk tej istoty, niekiedy tylko widziałam jak się do mnie wychyla. Nagle wszystkie znajdujące się wokół rzeczy zaczęły latać, wirować jakby wskutek tornada. Wtedy ujrzałam, jak istota chwyta do ręki bardzo długi nóż, może nawet krótki miecz i bierze zamach, przygotowując się do uderzenia we mnie. Zamknęłam oczy i zaczęłam wrzeszczeć, najgłośniej jak mogłam.
- Magda!- poczułam stanowczy uścisk, któremu się poddałam. Po chwili zdałam sobie sprawę, że stoję obok Michała, który przyciska mnie do siebie. Kątem oka zobaczyłam stojącą u szczytu schodów Olę z Igorem na rękach. Gdy się rozejrzałam, wszystko było na swoim miejscu, nie było choćby najmniejszego śladu po tym, co jak mi się wydawało, zdarzyło się przed chwilą.
Wiedziałam, że Michał był zdenerwowany. Chciał wiedzieć co się stało. Ola nalegała mniej, choć też była zaciekawiona. Oboje jakby się martwili. Leżąc na łóżku w sypialni myślałam o ich zachowaniu. Chyba myśleli, że wariuję. W końcu zachowuję się, delikatnie mówiąc, dziwnie, niewytłumaczalnie.
Skuliłam się bardziej, podciągając nogi pod brodę, po mojej twarzy popłynęły łzy.
Nastrój:
tagi: