Dedykacja Horrorka
Dla niepowtarzalnej wariatki, która zawsze dodaje mi wiary w siebie, wspiera przy pisaniu, a na dodatek daje niezwykłe wspomnienia z rolko-spacerków. Dziękuję, Aniu.

Rozdział VIII

Środa, 21.Lipca.2010, 21:03
Spoglądałam na Olę nie wiedząc, co mam powiedzieć. Z jej pytaniami wiązało się bardzo wielkie ryzyko, że jak jej już wszystko wytłumaczę to mi nie uwierzy i stwierdzi, że ją okłamuję. Prawda była tak nieprawdopodobna, jak tylko mogła być. Bałam się też, że jeśli już mi uwierzy, od razu powie o wszystkim Michałowi, a tego bardzo nie chciałam. Wolałam, aby nie wiedział, nie teraz, a najlepiej nigdy.
- Magda, wytłumacz mi, o co tu chodzi.- powiedziała nagle Ola dosyć stanowczym głosem. Wiedziałam, że nie odpuści, dopóki jej wszystkiego nie powiem.
Nagle za jej plecami pojawiła się Eliza, powoli i bezszelestnie idąc w jej stronę z wyciągniętymi rękami. Otworzyłam szerzej oczy, zastanawiając się, co zamierza. Zauważyła to Ola i natychmiast się odwróciła, a Eliza w momencie była przy niej i dotknęła dłońmi jej twarzy. Gdy dziewczynka cofnęła się o krok Ola opadła bezwładnie na kanapę. Podbiegłam do niej, była cała blada i chłodna, w ogóle nie reagowała jak wołałam jej imię.
Przeraziłam się, byłam przekonana, że nie żyje, że Eliza ją zabiła. Ale dlaczego? Za co? Za to, że ją widziała? Przecież to chyba nie było aż takie straszne, że od razu musiała pozbawiać ją życia! Poza tym, Ola pewnie i tak nie uwierzyłaby w to, co widziała, a już szczególnie w tą dziewczynkę. Ja spróbowałabym ją przekonać, że nie widziałam żadnej dziewczynki, że wyobraziła ją sobie. Ale teraz już było na to za późno. Co ja miałam powiedzieć Michałowi? Że co się stało Oli? Że byłam na spacerze i jak wróciłam to już ją tak zastałam? Bez sensu…
Osunęłam się na ziemię, patrząc cały czas na kanapę. Nie wiedziałam co robić, jak mam się zachować. Dzwonić do Michała czy uciec z domu, wziąć wózek, Igora i udawać, że o niczym nie wiem. Drugie wyjście wydawało się lepsze, w ogóle nie pomyślałby o tym, że mogę cokolwiek wiedzieć. Wtedy poczułam dłoń Elizy na ramieniu i podskoczyłam, odwracając się w jej stronę. Stała nade mną i spoglądała na mnie pustym wzrokiem.
- Nic jej nie jest, tylko straciła przytomność.- powiedziała spokojnym głosem- Obudzi się za jakiś czas, nie będzie pamiętała tego, co widziała. Zajmij się bratem.- wtedy dotarł do mnie płacz Igora, którego wcześniej nie zauważyłam.
Odetchnęłam z ulgą. Eliza powoli oddaliła się, a ja podeszłam do brata i wzięłam go na ręce. Ponieważ prawie usypiał mi na rękach zaniosłam go do pokoju. Potem wróciłam do salonu z kocem w rękach i przykryłam Olę, aby wszystko wyglądało naprawdę wiarygodnie. Wtedy poszłam na górę, do swojej sypialni. Ujrzałam Elizę, leżącą na kołdrze na moim łóżku, wpatrującą się w sufit, w ogóle nie mrugając. Ostrożnie się do niej zbliżyłam, a ona nagle odwróciła głowę w moją stronę i podniosła się.
- Teraz masz zamiar nie odstępować mnie na krok?- spytałam, siadając obok niej.
- Chyba nie mam wyjścia. Przyciągasz wszelkiego rodzaju niebezpieczeństwo… Nie dość, że czyhają na ciebie wszyscy pomocnicy twojego oczyma, których co rusz musisz gdzieś spotkać, inna Strażniczka, która nie wiadomo co robiła u ciebie w piwnicy… Nie mogę cię zostawić, bo jeszcze coś stanie się tobie albo komuś z twojej rodziny… Jednak ani twój ojciec, ani ta dziewczyna nie mogą mnie zobaczyć, a będzie to trudne, biorąc pod uwagę, że jest mi coraz trudniej przenikać przez ściany i stawać się niewidzialną, a gdy chcę coś zrobić, muszę się ujawniać…
- Dlaczego?
- Zaczynasz wierzyć… To dobrze, cieszę się… Ale wiążę się to z tymi utrudnieniami…
- Zaczynam wierzyć?! Przecież…
- Tu nie chodzi o to, żebyś uwierzyła, że faktycznie istnieję, a nie jestem jakimś wytworem twojej wyobraźni…- westchnęła- Musisz uwierzyć w to, że możesz na mnie polegać, że łączy nas pewnego rodzaju więź…
- Więź?
- Ja nie mogę żyć bez ciebie, a ty beze mnie… Od kiedy zostałam twoją Strażniczką nasze istnienie zależy od nas nawzajem… Oznacza to, że jeśli coś stanie się tobie, ja umieram… Chyba że…- przerwała, patrząc na mnie. Nie zaczęła ponownie mówić, wyglądała jakby w ogóle nie miała zamiaru kontynuować. Cały czas tylko na mnie spoglądała, a jej wzrok zdawał się przewiercać mnie na wylot.
- Chyba że co?- spytałam po chwili zniecierpliwiona. Bardzo chciałam wiedzieć wszystko, dokładnie, a nie urywkami i nie do końca, tak jak mi to przedstawiała bez moich dodatkowych pytań.
- Chyba że uwierzysz… Wtedy można powiedzieć, staję się z powrotem żywą, osobną istotą, prawie niezależną od ciebie… Dostaje z powrotem ciało i wolność…
Otworzyłam szerzej oczy ze zdumienia na jej ostatnie słowa. Dostawała z powrotem ciało? Czyli tak jakby wracała do życia? Ale jak miała funkcjonować, skoro wszyscy wiedzieli że od sześćdziesięciu lat nie żyje? A nawet, jeśli by twierdzić, że cudownie ocalała mimo że nikt tego nie zauważył, to chyba nie otrzymałaby ciała niemal siedemdziesięciolatki, tylko zatrzymałaby swoje, sześcioletnie, a to już całkowicie przeczy jakiejkolwiek wersji o jej ewentualnym przeżyciu. A to wszystko miałoby zależeć od tego czy uwierzę…
- Tak myślałam, że uznasz to za niedorzeczne.- odezwała się po chwili i westchnęła, opadając na łóżko- Ale prawie każdy Strażnik, który otrzyma człowieka do chronienia, wraca do świata żywych… Chyba że nie uda mu się tego człowieka uratować, ale to się zdarza bardzo rzadko… Mimo wszystko cały proces naszego „powrotu” jest bardzo długi, średnio trwa około pięciu ludzkich lat…
To nie taki znowu bardzo długi, ale krótki też nie… Pięć lat, a więc gdy wróciłaby, ja miałabym dwadzieścia jeden lat i miałabym znaleźć jej jakiś sposób, aby mogła normalnie żyć…
Usłyszałam otwierane drzwi, Michał musiał wrócić do domu. Słyszałam jak wołał Olę, ale nagle zamilkł, zapewne zauważył ją w salonie. Zaskrzypiały schody, zorientowałam się, że idzie na górę. Po chwili zapukał do drzwi.
- Jesteś tam?- spytał, a ja spojrzałam na Elizę, która zeskoczyła na podłogę i gotowa była wgramolić się pod łóżko. Gdy tylko to zrobiła, Michał stanął w drzwiach.
- Tak, zamyśliłam się. Ola jeszcze śpi?
- Tak… Wszystko w porządku?
Przestraszyłam się. Dlaczego podejrzewał, że coś może być nie tak? Wyglądałam dziwnie? Może z moim ubraniem było coś nie tak, potargane albo ubrudzone?
- Tak, w najlepszym.- powiedziałam po chwili, ale zorientowałam się, że go nie przekonałam.
Nie nalegał, tylko skinął głową i wyszedł. Usłyszałam, że poszedł do Igora, a potem zszedł z powrotem na dół. Eliza szybko wyszła spod łóżka i zajęła z powrotem to samo miejsce co poprzednio.
Nic nie mówiłyśmy, rozmyślałam nad tym wszystkim, co mi powiedziała. Nad tym, że dzięki mnie może odzyskać życie a także nad tym, że przyciągam niebezpieczeństwo. Skoro sama byłam w niebezpieczeństwie, byli w nim także Ola, Michał i Igor. Ostatnie, czego bym chciała było aby im się coś stało. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby którekolwiek z nich ucierpiało w jakikolwiek sposób przez to, że u nich mieszkam. A znając Barczyka wiedziałam, że był skłonny nawet iść do celu dosłownie po trupach, nawet jeśli nie miał robić wszystkiego osobiście, a wysługiwać się swoimi kolegami.
- Eli, mam pytanie…- powiedziałam, gdy nagle przyszedł mi do głowy dosyć zaskakujący pomysł- Czy gdybym na jakiś czas zniknęła, czy moja rodzina przestałaby być w niebezpieczeństwie?
- Ciężko powiedzieć… Prawdopodobieństwo jest bardzo duże, że tak, ale pewności nie masz nigdy.
Skinęłam głową. Czyli jakbym uciekła z domu, prawdopodobnie cała trójka przestałaby być w ciągłym zagrożeniu. A gdybym uciekła z Elizą i ja byłabym w miarę bezpieczna, na tyle, na ile można być bezpiecznym poza domem bez niczego. Byłam praktycznie przekonana, aby to zrobić. Musiałam jednak znaleźć taki moment, aby nikt się nie zorientował. Najlepiej by było, jakby gdzieś całą trójką pojechali… Ale w najbliższym czasie nie zanosiło się na żaden wyjazd, na który ja miałabym nie pojechać… Musiałam zrobić to w nocy. I to najlepiej jak najszybciej.
Z niecierpliwością czekałam aż się ściemni, ignorując narzekania Elizy, że to bardzo niebezpieczne i że może mi się coś stać. Michał cały czas dziwnie mi się przyglądał, jakby domyślał się, że coś się szykuje. Gdy wszystkie światła pogasły, było około północy. Odczekałam jeszcze pół godziny, mając nadzieję, że zarówno Michał jak i Ola już usnęli. Podeszłam do szafki, wyciągając z niej średniej wielkości plecak. Wrzuciłam do niego najpotrzebniejsze rzeczy – portfel, w którym miałam na szczęście trochę pieniędzy, latarkę, którą Michał ostatnio u mnie zostawił, jakieś ciuchy na zmianę, na wszelki wypadek gdyby coś się stało z tymi. Bardzo długo wahałam się czy wziąć dokumenty, skoro miałam uciec z domu nie byłoby najlepiej gdyby mnie nagle zidentyfikowano na środku ulicy. Mimo wszystko wrzuciłam je gdzieś do jakiejś bocznej kieszonki, stwierdziwszy że w najgorszym wypadku mogą się przydać.
Starając się być jak najciszej wyszłam z pokoju i poszłam na schody. W duchu przeklęłam schody, które skrzypiały pod najmniejszym ciężarem i tym razem również wydały nieprzyjemne odgłosy. Zeszłam z nich jak najszybciej i stanęłam, nasłuchując czy nikt nie schodzi na dół. Wtedy pomyślałam, że przecież często w nocy schodziłam do kuchni, aby napić się wody i mogli to po prostu zignorować.
- Eliza!- szepnęłam, po czym ujrzałam ją w oknie salonu, jak stała przed domem.
Bardzo ostrożnie wyszłam z domu. Podeszłam do chodnika, po czym zatrzymałam się i jeszcze raz spojrzałam za siebie. Zrobiło mi się trochę przykro, że wychodzę i zostawiam ich tak bez żadnej wiadomości, wiedząc, że jutro rano jak zorientują się, że mnie nie ma, mogą być przerażeni.
Eliza podeszła do mnie. Spojrzałam na nią, skinęłam głową i ruszyłam przed siebie, ze średnio widzialną towarzyszką u boku.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział VII

Sobota, 17.Lipca.2010, 12:57
Gdy Eliza mi się pojawiała było źle, bo spotkania z dziewczynką, która od sześćdziesięciu lat nie żyła z pewnością nie należały do moich ulubionych zajęć, nawet jeśli przy ostatnim spotkaniu przekonałam się, że raczej nic mi nie grozi w jej towarzystwie. Kiedy jednak nie pokazywała się, wcale nie czułam się lepiej, wręcz przeciwnie, cały czas chodziłam jakaś dziwnie zaniepokojona, miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi i czai się w pobliżu tak, że go nie widziałam. Cieszył mnie natomiast fakt, że wszystkie inne dziwne zjawiska stopniowo się uspokajały. Ustały dziwne telefony, nikt więcej się nie włamał. Michał i Ola też byli zadowoleni, gdyż przestałam się zachowywać dziwnie bez określonego powodu, a wszystkie moje dziwactwa wywołał szok. Chciałam w to wierzyć, ale nie byłam przekonana, bo wiedziałam coś, o czym oni nie mieli pojęcia.
Bardzo ucieszyłam się z nadejścia weekendu, ponieważ Ola i Michał zaplanowali na sobotę wyjazd w góry, a że nigdy nie byłam w górach nie mogłam się doczekać. Kiedy w piątek wieczorem zadzwonił jego telefon, że musi przyjść do pracy zarówno ja, jak i Ola byłyśmy wściekłe, ale nic nie mogłyśmy poradzić.
I tak od samego rana Ola zajęła się czytaniem, właściwie rzadko widywałam ją robiącą w domu coś innego, chyba że jakaś koleżanka przyszła do niej, bo potrzebowała wizyty w salonie kosmetycznym, a że korzystała tylko z usług Oli, która teraz nie pracowała, musiała przybyć do jej domu i wtedy Ola odrywała się od książek. Ja natomiast zabrałam Igora na długi spacer. Uwielbiałam chodzić z wózkiem po mieście, mogłam się wtedy wyciszyć, porozmyślać, a nie byłam sama, bo towarzyszył mi mój mały braciszek, do którego zawsze mogłam się odezwać, mimo że jeszcze nie potrafił mi odpowiedzieć.
Postanowiłam iść tego dnia do parku. Była bardzo ładna pogoda, a wręcz zbyt piękna – słońce świeciło tak mocno, że nie dało się wytrzymać i już po kilku minutach chodzenia było się całym mokrym. W parku było mnóstwo ludzi, raz, że była to sobota i większość miało wolne, a dwa, że był tak upał i większość obecnych przyszła z kocami, rozkładając je na trawie i opalając się. Ja zajęłam jedną z ostatnich wolnych ławek w cieniu. Spojrzałam do wózka, Igor rozkopał cały cieniutki kocyk, którym był przykryty i spał. Zastanawiałam się, jak udało mu się zasnąć w takim upale, osobiście ledwo żyłam.
Słyszałam nadjeżdżającą deskorolkę i gdy była w pobliżu nagle rozległ się hałas. Spojrzałam w tamtą stronę i ujrzałam jak jadący na niej nastolatek, wpatrując się we mnie wielkimi, zdziwionymi i jednocześnie przerażonymi oczyma traci równowagę i się przewraca. Nie oderwał ode mnie wzroku, wyglądał jakby zobaczyć potwora. Rozejrzałam się i wtedy zauważyłam siedzącą na oparciu ławki Elizę, która znieruchomiała patrząc na tego chłopaka. I wtedy zauważyłam jej oczy – zniknęły tęczówki i źrenice, a całe białka były krwistoczerwone. Wyglądała koszmarnie, nawet ja się wystraszyłam i dostałam gęsiej skórki. Po chwili zorientowałam się, że nie patrzy na chłopaka, a na jego towarzysza, który wyłonił się zza niego. Był to gdzieś dziesięcioletni chłopiec, wyglądający bardzo grzecznie i spokojnie, a którego cała koszulka była we krwi, a pośrodku była ogromna, podłużna rana, jakby zadana bardzo wielkim nożem… albo siekierą. Oczy chłopca były identyczne jak Elizy, pomyślałam sobie, że musi to być jakaś forma ostrzeżenia, albo dania sobie nawzajem znać o obecności.
Nagle chłopiec skinął głową i oczy obojga stały się normalne. Musiał być Strażnikiem, tak jak Eliza, tylko że on ochraniał tego nastolatka. Przez moją głowę przemknęło pytanie, co mogło spowodować, że chłopak dostał Strażnika, ale chyba wolałam o tym nie myśleć. Ujrzałam natomiast jak długowłosy blondyn podchodzi do mnie, cały czas z takim samym wyrazem twarzy.
- A więc wreszcie spotykam osobę taką jak ja.- podszedł do mnie, siadając obok. Na jego twarzy nie było już śladu po zdziwieniu, a widniał na niej szeroki uśmiech.- Nie sądziłem, że kiedykolwiek spotkam kogoś innego, kto ma towarzysza… - spojrzał na Elizę, cały czas z uśmiechem na twarzy. Nie sprawiała wrażenia zachwyconej, gdy usiadł obok niej drugi Strażnik, cały czas spoglądała z uwagą to na jednego, to na drugiego, wyglądała tak, jakby nie chciała stracić czujności.
Chłopiec wyglądał bardzo podobnie.
- Oni chyba nie są zadowoleni ze spotkania…- powiedziałam, również się uśmiechając.- Jest ono dość… szokujące… Nie sądziłam, że ktokolwiek poza mną może ją zobaczyć…
- Nawet nie wiesz jak się przeraziłem, gdy ją zauważyłem… Myślałem, że mój wygląda jak ze strasznego horroru, ale twoja… Te włosy, ta krew na twarzy…- spojrzałam na niego zszokowana. Ja nie widziałam tego, o czym on mówił, przecież zajęłam się jej wyglądem, sprawiłam, że był mniej straszny, a teraz wyglądała tak, jak zostawiła mnie tego dnia.- Gdy spojrzałem na nią drugi raz, już było lepiej… Wyglądała bardziej jak człowiek… Została tylko ta sukienka z innej epoki…
- Dziwne…- spojrzałam ponownie na Strażników, ale oni zdawali się całkowicie ignorować naszą rozmowę- Gdy ja widziałam ją pierwszy raz i parę następnych też tak wyglądała… Ale ostatnio się nią zajęłam, bo nawet mnie potrafiła przestraszyć, pojawiając się znienacka. Może za pierwszym razem zawsze widziana jest tak, jak wyglądała kiedyś?
- Oni pokazują się nam tak, jak wyglądali w momencie śmierci… Więc pewnie to pierwsze spojrzenie właśnie takimi ich pokazuje…- skinęłam głową.
Nagle usłyszałam płacz Igora, musiał się obudzić. Podniosłam się i nachyliłam nad wózkiem, biorąc go na ręce. Posadziłam go sobie na kolanach, opadając z powrotem na ławkę. Mój towarzysz znowu był bardzo zdziwiony, chyba dopiero wtedy zauważył wózek, stojący obok ławki.
- To… twoje dziecko?- spytał takim tonem, że od razu pomyślałam, że głupio się z tym czuje, ale ciekawość wzięła w nim górę. Uśmiechnęłam się.
- Nie, to mój młodszy brat.- powiedziałam zaskoczona, spoglądając na braciszka, który zainteresował się piłeczką wiszącą przy plecaku chłopaka.
- Dosyć… sporo młodszy.- powiedział, nadal zdziwiony.
- Tak, dosyć… Ale wiesz, ja urodziłam się bardzo wcześnie, mój ojciec jest jeszcze stosunkowo młody, jego narzeczona też, więc to naprawdę nie dziwne, że mają małe dziecko… To raczej ja nie wyglądam na tą, kim rzeczywiście jestem…
- Rozumiem…- pokiwał głową.
Nagle Eliza stanęła na równe nogi, jej włosy nastroszyły się, wyglądała jakby zauważyła zagrożenie. Spoglądała cały czas w jeden punkt, w sam koniec alejki, z którego nadchodziło w naszą stronę mnóstwo ludzi.
- Idziemy.- syknęła, głosem zupełnie niepodobnym do tego, którego znałam.
Włożyłam Igora do wózka i szybko wstałam. Miałam już iść, gdy chłopak złapał mnie za rękaw.
- Ej, spotkajmy się jeszcze, co?- powiedział z uśmiechem na twarzy- W przyszłą sobotę w tym miejscu.
- Zgoda.- powiedziałam, usłyszałam chichy charkot dochodzący od Elizy, unoszącej się za mną, gotowej do ataku- W ogóle to jestem Magda.- powiedziałam, szybko ruszając.
- A ja Damian!- usłyszałam, gdy byłam już kawałek od niego. Obejrzałam się, ujrzałam dwie postaci w bluzach z kapturem, które wydawały mi się dziwnie znajome. Szły za mną.
Na ich widok ogarnęło mnie przerażenie i przyspieszyłam jeszcze bardziej. Mimo wszystko miałam wrażenie, że i tak poruszam się zbyt wolno. Cały czas słyszałam warczenie Elizy, coraz głośniejsze. Myślałam też, skąd ich znam i nagle zorientowałam się, że widziałam już wcześniej te bluzy. Byli to bez wątpienia koledzy Barczyka, bodaj Janek i Zdzisiek, jak ich nazywał.
- Hej, Madzia, zaczekaj!- usłyszałam za plecami, a Eliza zawarczała jeszcze głośniej.
Zaczęłam biec przed siebie, z wózkiem, mało nie potrącając po drodze kolejnych pieszych. Oni też biegli, powoli mnie doganiając. Na szczęście dom był całkiem blisko, więc po chwili już tam byłam, a oni tuż za mną. Przebiegłam przez bramkę i przewróciłam się, pociągnięta do tyłu przez jednego z nich. Wrzasnęłam, odwracając się i rozglądając. Elizy nigdzie nie było, a na dodatek chyba nikt mnie nie usłyszał, bo na podwórku obok sąsiad kosił trawę i jego kosiarka zagłuszała wszelkie odgłosy. Otworzyły się jednak drzwi i stanęła w nich Ola. Wrzasnęła, żeby się wynosili, żeby zostawili mnie w spokoju i podbiegła, ale od razu jeden z nich uderzył ją prosto w twarz, przewracając. Upadła na ziemię, nie podnosiła się. To przeraziło mnie jeszcze bardziej. Kurczowo trzymałam się bramki, gdy jeden z mężczyzn ciągnął mnie w stronę ulicy.
- ELIZA! ZRÓB COŚ, BŁAGAM!- wrzasnęłam przeraźliwie, zamykając oczy. Moje ręce nie wytrzymały i się puściłam, a oni wyciągnęli mnie na chodnik.
Nagle za nimi się pojawiła, jej oczy znowu były krwistoczerwone, włosy rozrzucone, a na całej twarzy widać było pojedyncze żyły. Ścisnęła pięści, a mężczyzna, który uderzył Olę wytrzeszczył oczy, złapał się za gardło, powoli robiąc fioletowy, nie mogąc złapać oddechu. Po chwili upadł na ziemie, nadal z fioletową twarzą i z tymi przerażonymi oczyma. Drugi z nich, widząc to puścił mnie i zaczął uciekać, ale po chwili wbiła się w niego niewiadomego pochodzenia gałąź i również upadł na ziemię.
Eliza chwyciła zarówno jednego jak i drugiego, znikając. Nie pozostał po nich nawet najmniejszy ślad. Ola usiadła na trawie, patrząc z przerażeniem na miejsce, gdzie przed chwilą rozegrało się całe wydarzenie. Trzęsła się ze strachu, mrugała co chwilę oczyma z niedowierzaniem.
- C-Co to było?- spytała, patrząc na mnie.- K-Kim oni byli? K-Kim była ta dziewczynka?
Zamarłam. A więc wszystko widziała. Widziała co stało się z tymi dwoma mężczyznami, a co najgorsze, widziała Elizę. Mój sekret przestał być już moim sekretem.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


*******
layout by Inez for Linkup


. księga . gości .
obejrzyj . wpisz się

. Horrorek .
Prolog
Rozdział I
Rozdział II
Rozdział III
Rozdział IV
Rozdział V
Rozdział VI
Rozdział VII
Rozdział VIII

. archiwum .
2010
Styczeń (3)
Luty (2)
Marzec (2)
Lipiec (2)



. odwiedzam .

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych